Do pracy... znowuuuu... Po pracy na Wilanowską po bilety do kina Mocno naokoło do domu: do mostu Siekierkowskiego ul. Idzikowskiego Rowerowy spacer po Gocławiu Grochowską do Wileniaka I dalej wiadomo...
Wyjechałam o 14 i wróciłam następnego dnia o 6... A co się działo w między czasie, zaraz tu opowiem... BLANTek zaproponował na Gronie wycieczkę do Powsina, tempo wycieczkowe. Start spod Metro. W Powsinie o 16:00. Ścigał na DrZbuszu wraz z Maćkiem Białym Ostrym, spotkaliśmy się na ścieżce w stronę Wilanowa i udaliśmy się w czwórkę w stronę Ursynowa: chłopaki do Justyny, a ja do Madzi na ploty. Ostro się zasiedziałam, zgadałam się z Perpem i Justyną pod ZUSem, u Grega zamówiłam bluzę na NMK i w trójkę: Justyna, Perp i ja plotkowaliśmy pood tymże ZUSem. 0 22 był zaplanowany kebs przedmasowy, spotkanie pod Metro i kierunek Amira.Kebsa stawiał Greg :) Masa nietypowo o 23:00, zryli pl. Zamkmowy, więc byliśmy ściśnięci od strony Barbakanu. Kierunek CZERSK. Banda NRowa chciała szybciej, więc na Puławskiej polecieliśmy do prozdu i odbiliśmy do Tesco na Kabatach. Kolega Zyga woził mnie w koszyku an zakupy - było bosko! Później nastapił rozłam: część osób została pod Tesco a potem udała się w nieznanym kierynku, a ja, Misiek i Zyga na białym Peugeocie ścigaliśmy Masę. OSSSSTRRRRO, po ciemku. Zaliczyłam przytulanie się z asfaltem, ale w Czersku ich dogoniliśmy, a mielismy godzinę różnicy w czasie. Dobrze, że Greg miał dla mnie bluzę, to człowiek jakoś dojechał na Bródno... Ufff :)
W piątek miał być Nocny Rower i był :) Do 20 siedziałam w pracy i robiłam mapkę z trasą, którą to mapkę zapomniałam w domu i plan legł w gruzach, kiedy zapętliliśmy się na Saskiej Kępie. Dowodzenie przejął Doktor i wywiózł nas gdzieś w pizdu, na wał Zawadowski, za EC Siekierki na jakąś zagrodzoną piaskową górkę, gdzie oto roztaczał się nam widok na zachmurzoną Warszawę.
Z rowerkiem w komunikacji: jedziemy po pracy do lekarza rowerków na Racławickiej 99, gdzie panowie go lekko zreanimowali. W trampkach na pedałach SPD obrałam kierunek Bródno, a o 21 już w pełnym rynsztunku do Robercika, który mi poregulował co się dało, A w tym czasie komunikacją miejską udałam się na pl. Na Rozdrożu celem spożycia napojów izotonicznych w zacnym gronie. O 23 dostarczono mi rowerek i blisko północy mogłam się odtransportować na Bródno. Pojechaliśmy jednak na kebsa (WanoSłodcy ze swoim współlokatorem i Maciek Biały Ostry) i złąpał nas deszcz. Koło 2. została podjęta decyzja o powrocie - totalny deszcz, ale za to na mojej kochanej białej bestii
Urodzinowo: o 15 do Pablozka na Mokotów, poszukiwanie sklepu z kiełbą i cukierkami, odebranie Chomicka na dalekiej Woli i kierunek Młociny: ognisko urodzinowe! O 23 powrót na Bródno i w domu po północy
Mała wycieczka po sklepach: Bródno > Wola czyli standard do pracy Wola > Nowowiejska: z Pablozkiem i Wiolką w poszukiwaniu haka przerzutki. W czterech sklepach nie mieli :( Dołączył do nas Chomick. Kierunek al. Niepodległości - dwa sklepy i też nie mają :( Kierunek R99 - mają coś podobnego, ale "Zapraszamy z ramą" - uziemienie do czwartku. Kierunek kebab przed Nocnym Rowerem - Amira. Chłopcom było mało, więc pojechaliśmy jeszcze na kebsa przy Smyku, a potem jeszcze na podwójne lody w Macu. Po czym obraliśmy kierunek właściwy: Metropolitan. Niestety na moim miejskim rowerq nie zdołałam za Nocnymi nadążyć i na wysokości Wileniaka odpadłam do domu na Bródno. O północy łóżeczko i spać. Odcieli mi net i nawet nie mogłam nic napisać. I tak do piątku bez łączności ze światem :)
Ja to nigdy nie odpuszczam :) Dziś był zaplanowany Nocny Rower w celu obejrzenia prób przez defiladą środową, więc... 17:00 kierunek Metro Stokłosy - wypożyczenie roweru miejskiego Victus od Trupka, spacerem po Ursynowie przez Spacerową dojazd do Metropolitana 22:00 droga na standardowy kebab, tym razem Amira 23:00 Metropolitan - zbieramy resztę ekipy Kierunek Wilanów, po drodze oglądamy sobie różne sprzęty ciężkie i przystojnych chłopców w mundurach Wilanów - ależ mnie wymęczyli... Belwederską do góry i o 1:30 pod Metro... Ja padam - kierunek Bródno, po 2:00.
No i skończyło się jeżdzenie: na trasie Bródno-Ursynwów złapał mnie największy deszcz, zrobił ślisko na drodze i na wysokości SGGW (Ciszewskiego/Rosoła) zaliczyłam glebę na prawo na śliskich pasach ścieżki rowerowej. Hak przerzutki zgięty, a po próbie wyprostowania i zmiany po prostu się złamał... Więc piechotką do celu mojej wycieczki dotarłam, gdzie dostałam ciepły posiłek i ciacho, a także suche ubrania :) Madziu i Rodzice Madzi - jesteście wspaniali! Więc trzeba zacząć szukać haka... Co za żenada wracać z rowerem komunikacją... Metro, tramwaj... SPDy na nogach, kask na głowie, przerzutka marnie zwisa...
W 2007 6500 km, w 2008 nie ma się czym pochwalić, a w 2009 - powolutku, powolutku nadrabiałam... A potem długo, długo nic. Czas więc na reaktywację 2022!